Obserwatorzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ręcznie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ręcznie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 lutego 2011

"Mundurek-garniturek" na pufa. I nowe marzenie...

Takie małe niepozorne coś zabrało mi aż cztery dni.Pokazuję już tak tylko dla porządku.I przy okazji dowiedziałam się, że prawidłowo jest puf a nie "pufa".





=================================================

Syn nie chce tego swetra.Szukam chętnego faceta:)
=============================

Na drutach jest  sweter dla Agatki.Pokazać Wam oryginał?
Nie? - No to Wam pokażę (sic!).Jak się uda...



Z niecierpliwością oczekuję końca tego swetra,a przecież tylko co zaczęłam i to od rękawów, aby na ich podstawie wyliczyć potem i zegrać wzory warkoczowe z żakardowymi.Przypuszczalnie będę daleka od ideału, ale jeśli nie będę próbować - nie będę wiedzieć.
/http://tot-tricot.blogspot.com/
To jest adres skąd wzięłam zdjęcie.Jeśli wiecie jak dobrać się do schematów - proszę o wskazówki.
======================================

Proszę o wybaczenie w kwestii moich komentarzy na Waszych blogach.Ostatnio mało piszę.I co gorsza -  może tak być, że będę jeszcze mniej.Za jakiś czas się to zmieni, ale chwilowo - wybaczcie.

sobota, 6 listopada 2010

Zielony zwierz

No to jest.Nawet na właścicielce.
Jestem z niego zadowolona.Właścicielka tez.
 A tu trochę detali.
Dwa różne wzory tkane strukturalne.I starałam się robić ciasno, bo chyba jednak o to chodzi.Początkowo robiłam jak najluźniej - i było brzydko.No to się postarałam....Już wiecie , że sweter ten był nadpruwany wiele razy zanim osiągnęłam to, co chciałam.
Zdjęcia wcale nie oddają urody tego swetra.Nieskromnie powiem, że jest piękny!
=============================
Jutro chyba coś jeszcze dopiszę.Posted by Picasa

czwartek, 21 października 2010

Tęczowy sweterek - półgolfik

Powstał na imprezę charytatywną u Kasi (kachazet  - "Tańcząca z drutami").
Jak widać powstawał z tzw. "niczego" - z resztek pastelowych, dziecięcych włóczek (coś tam na banderolach pisało "babi", ale nie pamiętam, bo to dawno temu).Sweterek jest, a ja się biję z myślami, czy czasem od nowa nie zrobić stójeczki....Jeszcze jest mała chwila, bo impreza jakoś 12 albo 13 listopada.
Kasiu (kachazet) - odezwij się jakoś , może być na maila.
A
A tu są najbardziej prawdziwe kolory
Sweterek jest zbliżony wielkością do rozm 134, a może trochę mniejszy.
Byłby dobry na córeczkę Beaty (To lubię).



Kai - Twoje odpowiedzi są fenomenalne!
A oto nastepna zagadka:

Lew jako król zwierząt zwołał wszystkie zwierzaki na spotkanie.
Jakiego zwierza nie było? Posted by Picasa

czwartek, 7 października 2010

Kolor niebieski powrócił!

Ale na początek KUKURYDZA.Moje chłopaki bardzo ją lubią.Ja zresztą też.Ta jest swojego "chowu".W tym roku niezbyt urosła. Proszę zwróćcie jednak uwagę na serwetkę leżącą pod talerzykiem.To jest haft mojej siostry z Krakowa.
A tu już niebieski sweterek Emilki.Najpierw w trakcie "produkcji".
I już gotowy.U góry pokazuję tylko przód.Na dole tył i przód.
 Posted by Picasa
Agata zapewniła mnie, że Emilka jest zadowolona ze sweterka.
A pod sweterkiem są poduszki zrobione przez moją siostrę z Krakowa.Takie przeplatanie wstążki ponoć wymaga anielskiej cierpliwości.

 Jeszcze słówko o sweterku.Włóczka niebieska i biała to KOTEK (300 m/100g) - poszło go ok.25 dag. A ta bladoniebieska to ELIAN klasik - poszło niespełna 5 dag. Druty nr 3 .Wzory powszechnie znane, a układ pasków z tych wzorów i układ kolorów  to już moja  "sprawka"..

piątek, 24 września 2010

To lubię - robić dla dzieci

-
Ten tytuł był mi inspiracją.Zbyt daleko od modelu nie odeszłam.Zresztą - zobaczcie sami.

To jest sweterek dla Sandruni.Przód i mało efektowny tył.

 A tu inspiracje - ma powstać sweterek
dla bardzo poważnego mężczyzny - właśnie skończył 10 września 3 lata!
 
Posted by PicasaTak wygląda sweterek z przodu.
A tak z tyłu.
Jak tu dalej pisać?
Nie daje się.Na Wasze komentarze muszę odpowiedzieć w inny poście...

wtorek, 21 września 2010

Tkane wzory strukturalne

Tak się jakoś stało, że zachwyciły mnie wzory strukturalne tkane.Tkanym wzorem ostatnio robiłam trzydzieści kilka lat temu, jednokolorowym.A tu nawet trzy kolory...Doskonałe opisy w "sweterkowej gazetce".
Zrobiłam właśnie sweterki dla dzieci Beaty ,wczoraj ślubny wysłał paczuszkę,druty wolne...No i skusiło mnie...
Tak zaczynałam, bo kolej na sweterek na imprezę charytatywną do Maknety.Podobało mi się szalenie, choć robótki przybywało niespiesznie - wiadomo:to tkany wzór.W końcu - obok zachwytu - znalazło się także opamiętanie. Robię bardzo miękką włóczką, robię luźno (jak zawsze), a powstająca dzianinka jest ...sztywnawa... I na dodatek jakoś na brzegach jej za dużo...
Oto jakie wnioski wyciągnęłam:
-to doskonały wzór na sweter-żakiecik,albo nawet na płaszcz,
-trzeba jakoś inaczej niż ja (?) przerabiać oczka początkowe lub końcowe, a może i końcowe i początkowe jednocześnie
Wzór mnie nadal zachwyca.Każdy z tych tkanych wzorów bardzo mi się podoba.
A jednak na imprezkę Maknety powstaje granatowo-różowy (jakby przykurzony) sweter-tuniczka. To co widać na dole to właśnie zaczątek.
A na tych maciupenieczkich (celowo) zdjęciach z lewej strony są sweterki wysłane do Beatki ( nie mogłam się oprzeć!).
 
===========================================================
Zdecydowanie lepiej byłoby mieć czas na pisanie bloga dzień dnia.Robią mi się zaległości w komentowaniu Waszych blogów A czas gdzieś przez palce jak woda przecieka.Może za dużo mnie interesuje, zbyt  wiele chcę przeczytać, obejrzeć,  zobaczyć...No i samej napisać.A kto będzie miał czas czytać moją pisaninę, skoro nawet emerytkom brak czasu...? Jak się rozglądam po znajomych - o, kurczę! - to właśnie emerytkom najbardziej brak czasu...
ABRAZO. Dziewuszki moje kochane, bardzo Wam dziękuję, że pospieszyłyście mi z pomocą.Antosiu, Antonino,Agato, anust, eve-jank,makneto, Solaris -dziękuję Wam serdecznie. Byłam już bardzo bliska sięgnięcia po żelazko, ale moje od roku już nie bucha parą, a siostry dla której szal - bucha, więc nie poleciałam pożyczać żelazka. Wydrukowałam Wasze komentarze, obgadałyśmy wszystko dokładnie. I siostra wzięła się za szal. Decyzja  została w rękach siostry. Ona najpierw uprała szal w mydle w płynie - trzeba było usunąć płyn zmiękczający, jaki dodałam do ostatniego płukania..Następnie z jednej małej łyżeczki mąki ziemniaczanej został zrobiony krochmal - bardzo lekki - i w tym został zanurzony szal. Następnie został bardzo mocno naciągnięty na szpilki. BARDZO MOCNO.I zostawiony na jedną noc.A na drugi dzień  był dwie godz na mojej siostrze i to pod płaszczem - dalej cudownie "trzymał formę" i był mięciutki!
Siostra uznała, że żelazko to ostateczna ostateczność. I miała rację.Być może nawet ŁUGA do krochmalenie byłaby lepsza - ale nie było jej pod ręką.
Jeszcze przypomnę, że moje ABRAZO powstało z włóczki ANGORA RAM, a jej skład to 60% akryl i 40% mohair. Może właśnie taki lekki krochmal pomoże innym ABRAZO właściwie wyglądać.
======================================================
Beatko - mam nadzieję, że jeszcze w tym tygodniu dostaniesz sweterki...Bardzo ich jestem ciekawa na dzieciach. Gorzej, jak będą źle leżały...Wstyd... 
Agajaw -poprosiłam moją lekarkę o pewne zmiany,w najbliższy czwartek ma się do tego ustosunkować.Teraz Ty trzymaj kciuki!Zanim pojadę gdziekolwiek - najpierw bym chciała skończyć sweterek dla Maknety.
Mam tyle planów, projektów, aż szkoda, że jeden dzień to za mało, by zrobić cały sweterek.Odrzucam kolejne seriale, czytam już  tylko godzinkę przed snem (I to koniecznie muszę zmienić ! Za mało czytam!)
Tymczasem dopadają mnie jakieś grypowe wirusy ,czy inaczej zwane gadziny, kicham,prycham, a nos robi za fontannę.... 
======================================================
Co do ostatniej drutowej robótki - to już mam całe plecy, zaczęłam przód! 
 Posted by Picasa

sobota, 4 września 2010

sobota, 28 sierpnia 2010

...się wyniebieściło!!!


Siostra w bluzeczce z SONATY.

Posted by PicasaA tu w sweterku niebieskim jak niebo.Przymuszona byłam go nieco u góry rozbielić.Rękawki na życzenie siostry są na 3/4.Najważniejsze jest jednak to, że siostra czuje się w nim dobrze.

Internet stał się dla mnie swego rodzaju poganiaczem.Wszystko wskazywało na to, że "turbeczki" w tym sezonie nie skończę.Coraz słodziej przygarniał mnie LEŃ.No i letnia pogoda gdzieś się zapodziała.Po co mi ta torebka? Nie jest piękna.Nie jest nawet oryginalna.Tyle, że pasuje do kapelusza. ..Słońce może zaświecić nawet w październiku...Tak sobie tam myślałam...No i jak pisać następnego posta, skoro podszewka - wprawdzie uszyta - ale nie wszyta!!! Zatem zrobiłam z torebką wszystko, co trzeba było zrobić.Nawet okrągłe boczki usztywniłam jednorazowymi talerzami. I "turbeczka" jest.











W "produkcji" mam czwartą bluzeczkę z SONATY i cichą nadzieję, że w tym roku to już koniec tej serii.
Tę czwartą robię dla mojej K w kolorze szarogołąbkowym. Następna to już ma być zielona z alpaki i jedwabiu.Choć prosiłam - jakoś nikt nie podrzucił mi pomysłu, więc model jest w dalszym ciągu niesprecyzowany. Robiona od góry?- zdecydowanie TAK.Ażurowa? Mocno ażurowa? Rozpinana? Mam zbyt mało doświadczenia z grubymi włóczkami. Druty nr 6....
Mam też cały czas problemy z komputerem.Gdybyście wiedziały, w jak cudaczny sposób wchodzę na swego bloga!!!Nie potrafię tego nawet opowiedzieć.!Ważne,że w ogóle wchodzę. No i mam nadzieję, że uda mi się opublikować tego posta...:)))
eve-jank,Ania -dziękuję za miłe słowa.Każda z nas jak już coś robi, to wkłada w to także kawałek swego serca - aby rzecz była jak najpiękniejsza.Przecież to znacie.
Antosia, Moje smutki...- sękacz dostałam od brata i bratowej.Przywieźli to z białostockiego.Zostały po sękaczu zdjęcia i wspomnienia.Ten "mój" sękacz miał ok. 30 cm wysokości..Może 35 cm. Natomiast na szczecińską imprezę dotarł sękacz ok. 60-70 cm.
- jak widać na załączonym obrazku.
Agajew, jdd -ciasta były super,ślinka kapie na samo wspomnienie.Zrobienie takiego sękacza wymaga specjalnego paleniska ("żywy ogień") i kilku godzin roboty.Ciasto jest bardziej płynne niż na naleśniki.Polewa się nim (ciastem) specjalny wałek z korbką,kręci się tą korbką,aż ciasto przestanie kapać, przenosi się wałek nad palenisko, zapieka się warstwę ciasta cały czas kręcąc wałkiem - jak kurczaka na rożnie.Ciasto zapieka się raz bardziej na złoto, inna warstwa bardziej na miodowo,inna prawie w brąz wchodzi.Warstw jest bardzo dużo.Zrobienie jednego sękacza trwa kilka godzin.Raz pomagałam przy tym i na zmianę we dwie kręciłyśmy przez 8 godzin - na dodatek w upał!!!
besso78 , Lucyna -na Podlasiu znany jest także mrówkowiec, o wiele łatwiejszy w wykonaniu niż sękacz.Nie kroi się go - tylko skubie.
Solaris -wszystkie czynności związane z wykonaniem sękacza wcale nie są trudne.Rzecz polega na dobrych narzędziach i palenisku.Jednakże z uwagi na niesamowitą ilość warstw jest to strasznie nudna praca.Z drugiej strony wymaga uwagi.- równy ogień,równe kręcenie i tak bez końca. Gdzieś mam przepis na sękacza pieczonego w prodiżu.Oczywiście wygląda jak zwykły placek.Nigdy go nie piekłam i nie wiem, jak ten prodiżowy smakuje. Jeśli będziesz chciała - to odszukam go i Ci prześlę.
Antonina - "dla Ciebie wszystko: Kamienna Góra i Skarżysko" - tak mawia mój kolega.Powiem Ci, że zdumiewa mnie to, że (jeśli chodzi o bluzki zrobione przeze mnie z SONATY) i w tej nieco za luźnej i w tej prawie ciasnej - dziewczyny dobrze  wyglądają! Naprawdę dobrze!
Szanaja, Zula -ostrzegam przed sękaczami kupionymi w sklepie.Są nie tylko zawrotnie drogie, ale też bywają stare, a oblane czekoladą wcale nie mają smaku prawdziwego sękacza!Są okropne! Do takiego domowego sękacza wstawia się w dziurę szklankę z aromatycznym alkoholem (np.z rumem) pół na pół z gorącą wodą.Potem się szczelnie zawiązuje folję na całą noc albo i na całą dobę.
bean -i co? Po tym jak Ci klientka przytyła musiałaś wszystko robić od nowa?To byłoby straszne!Czasem robię dla osóbki, która się nie bardzo zna na drutach, ale chce za mnie decydować na jakich drutach mam robić itp.Wtedy jest mi bardzo przykro.Jakby ktoś nie wierzył mi,że zrobię najlepiej jak potrafię.A nie umiem powiedzieć "idź gdzieś indziej".
Rumiankowa polana -dochodzę do siebie.Mogę powiedzieć, że dopiero od wczoraj jestem wolna ( choć jakby nie do końca wyluzowana - coś gdzieś koniecznie na wczoraj trzeba by zrobić). Mam tego lata za sobą odwiedziny czterech rodzin - każda po kilka dni.To były bardzo miłe, radosne spotkania.Bardzo sympatyczne i nawet upragnione przeze mnie.Ale kłopoty z wodą i te straszne upały - to to już wcale sympatyczne nie było.A na koniec mam za sobą przerobienie wielkiego mnóstwa ogórków.I tylko ogórków.W 90% są to kiszone.Jeśli krzaczki ogórków nie utopiły się na naszej działce - to może będą jeszcze korniszony. Wszystko zależy od aury.
Ata, u Alojka- mnie słodkości ciągle kuszą.Czasem tpo choć herbatę sobie posłodzę, albo wypiję wapno rozpuszczalne...Co za czasy!  Jak człowiek mógł - to nie miał. A teraz jak ma - to n ie może....
Kai -  a mnie coś podkusiło i zrobiłam domowy smaluszek...Teraz zapiekanka ryżowa z jabłkiem  (przepis z KUCHNI  POLSKIEJ) za mną chodzi.Tylko bez cytryny...

piątek, 20 sierpnia 2010

Jeszcze zielono

Tak wygląda Basia w bluzeczce.
Nie leży rewelacyjnie, bo właścicielka "wzięła i schudła".
=======================================
Nie planowałam tak długiego "rozwodu" z komputerem, ale coś nacisnęłam i Opera zginęła.Wprawdzie najmłodszy syn przywołał zaraz inny Internet, ale ja na "Lisku" nie umiem. Coś się działo, napisałam ze dwa komentarze, nie umiałam dostać się na swego bloga, wszystko na zwolnionych obrotach, same problemacje!!!
Teraz jestem w przerwie między gośćmi z białostockiego a krakowiakami..Wpadł też na kilka dni syn z Poznania, dwudziestolatek z małym haczyczkiem - ten czas tak leci, jeszcze niedawno przetrzepywałam mu portki za nieposłuszeństwo.Mając ok. 6 lat razem z przyjacielem w tym samym wieku poszli sobie na rynek - w tym przejście przez najruchliwszą jezdnię...Bez dorosłych...
Pewnie powinnam najpierw poczytać co się u Was dzieje. Nie wiem jednak, ile mi będzie dane siedzieć przy komputerze.Chwilowo mam ciszę w domu. Może nie będzie tak źle z tym dostępem , bo trzynastolatek zgubił wczoraj okulary i automatycznie ma mniej tv i komputera.Z drugiej strony w każdej chwili może być Kraków.
Jeszcze coś powiem .Mam kapelusz.Pokazałam go Wam nawet. Teraz wiem, dlaczego do tej pory nie zrobiłam sobie torebki - bo musi do kapelusza pasować. Torebka w części szydełkowej już powstała.Wczoraj znalazłam nawet odpowiedni materiał na podszewkę. Ale szycie będzie dopiero po przyjeździe siostry, bo coś tam jeszcze planujemy.
W następnym poście powinnam pokazać komplet.
======================================
A po za tym to moje chłopy są do luftu.Sama musiałam zrobić wielgachne prasowanie.Nawet palcem nie ruszyli! A ja mam teraz kręgosłup i prawą łopatkę "w ogniu".
========================================
 Wydaje mi się,że udało mi się wstawić następne dwa zdjęcia.Na górnym jest mój czterowarstwowy sernik  w towarzystwie... sękacza. Sękacz jest ciastem z regionu Podlasia. Podobnie jak mrówkowiec - koniecznie ten składany z kwadracików. (przepis jest w Internecie).
============================================
Janeczko i agajew - na razie jest wielki klops z niebieskim jak niebo, bo zabrakło nici. Robię dalej innymi, ale bez serca, bez pewności, że tak mi właśnie pasuje..Myślę.Przejrzałam wszystkie nici jakie mam w domu.WSZYSTKIE.Znalazłam piękne ozdobne bawełniane.I coś jeszcze.I jeszcze...Ale nie takie, jakich potrzebuję.A w sklepie nie ma.Nawet samochód pożyczałam, aby tylko do sklepu dojechać. Lipa.Ja już tak mam - powinno mi się podobać od pierwszego spojrzenia.A jak nie - nie powinnam dalej robić.I tak memłam przy tym sweterku zamiast go robić.Wszystkie części są powyżej pachy.
Ania i Agata - błyski wyłączone. Jestem bardzo zgodna - za rączkę i do knajpy...
Nivejka -w pierś się biję bo straszne mam zaległości na Twoim blogu - takie życie. A uzależnienie dopadło mnie i mocno trzyma...
Marzanna i Solaris -na razie rozpacz a nie bluzeczka...W zasadzie to jakbym czekała na siostrę.Ona przyjedzie i podejmie decyzję. Ale z nas dwóch to ja jestem ta bardziej zdecydowana.
Oslun -nieładnie wyglądam w berecie, czapce czy chustce. O! Kiedyś nosiło się chustki wiązane "na Kleopatrę" i w tym było mi nieźle.A kapelusz zawsze do mnie pasował. Chodziłam w kapeluszach przez dobre 15 lat.I w toczkach.A później zaczęłam się głupio czuć, bo doszły torby z zakupami.Kapelusz i ciężka torba nie pasowały do siebie.Chciałabym zawołać, że wracam do kapelusz na dobre...
Trikada -czepiają się te choroby, że listę by można było z nich utworzyć, jednak na co to komu...Kurcze, czemu ja tak nie lubię chodzić po lekarzach? Na jesień już mam zapowiedziany szpital i chyba gdzieś tam kombinuję, jak się od niego wywinąć.A tu nie ma rady...
u Alojka - nie mogę sobie pozwolić na taki luz.Codziennie 4 badania krwi, po razie waga i ciśnienie.A parametry zapisane w specjalnym dzienniczku - dla pani dr.Mus to mus.
Dżemy - rarytaski.Ewentualnie 1 łyżeczka dziennie.OK.Ale ja zrobiłam fenomenalny smalec ze skwareczkami. cebulką i jabłkiem.Niebo w gębie!Dopiero po tym to mi cukier poszybował w górę!A ślubny sobie je i małosolnym ogóreczkiem "zakansza"...
isia511 -tego przysłowia akurat nie znałam.Nie mam do kogo pojęczeć, to choć na blogu...
eve-jank i Antonina -tak jak już wspomniałam - przełamałam się co do kapelusza.Teraz  wystarczy podszewkę do torebki i będzie kpl.Mam nadzieję, że jeszcze w sierpniu polatam.
anabell - i to jest właściwe podejście do kapeluszy!A z tym pochylonym drzewem to coś jest.
jdd - nie bądź taka przestraszona i kupo sobie nową tortownicę. Ale jednocześnie ucz się na błędach innych. Na Twoją prośbę jest zdjęcie sernika. Zielona warstwa jest dla tego, że winogron zielony.
Upieczenie sękacza jest nie lada sztuką. A przepis się zaczyna : 60 jaj...Nic nie kłamię!Mój należy do małych sękaczy.Ale bywają i wysokie na 80 cm.
Anonimowa Wando -o tym sweterku pisałam w @.Więc rzeczywiście pomyłka .

środa, 11 sierpnia 2010

Niebieski jak niebo.

Miałam się trzymać z daleka od komputera - ale on ciągle na mojej drodze!Nie umiem go wyminąć! A przy tym już mi nie tak bardzo zielono, jak w ostatnim poście.Niebiesko się zrobiło.Bardzo blado niebiesko.Myślę, że dojdą jeszcze pasma bieli i różu.To sweter dla mojej siostry z Krakowa. Do pach jest taki wzór, jak na załączonym obrazku.Później będzie ażur poprzecinany paseczkami.Pomysł jest z SABRINY. Zeskanuję i pokażę może przy następnym poście.
Jeszcze słówko o zielonej bluzeczce. Miałam tak mało włóczki, że nie byłam pewna, czy wystarczy. No i ulga - wystarczyła. Zostało tyle nici, co na jednorazowe nawleczenie igły. Jeszcze raz przekonałam się, że nie lubię robić tak "na styk".
Teraz się spieszę z tym niebieskim, bo krakowianka niemal pod drzwiami stoi.  Mam tu słówko do anonimowej (chyba jednak nie do końca) Wandy - to ten sweter polecałam Twojej uwadze.
========================
Kupiłam sobie kapelusz. Jest na zdjęciu. Pokażę się w nim, jak będę miała dobrego fotografa. To jest po prostu koniec świata - ja ten kapelusz kupiłam dla siebie, a teraz mam jakieś błyski, może nie powinnam i w ogóle... Mam uczulenie na słońce. Wystarczy tyle co przez okno, a ja juz jak indycze jajo. Ale właściwie lato się kończy, a nie wiadomo, czy wiosny dożyję, więc po co ten kapelusz? Można w słońce chodzić pod parasolem. Jadnakże nie znoszę parasoli.Nawet w deszcz.
==================================
Basiu (barbaratoja)- nasi mężowie jacyś dziwnie podobni....
Aniu, Janeczko - bardzo bym chciała, aby było wedle waszych słów, moje klientki też wybredne, jeszcze nie wiedzą, ze to dla nich....
agajew i Truskaveczko -dzięki za podpowiedzi.Zwrócę na to uwagę. Już w tym poście pilnowałam, by się przy zdjęciu wysokaśna krecha nie zrobiła. I będę sprawdzać, co z tego wyszło.
Tatiana-dziękuję za wszystkie ciepłe słowa.
Ewo - właśnie do robótek mam największą cierpliwość.Nawet się nie denerwuję, gdy musze pruć. Choć ostatnio to i w innych sprawach żaden ze mnie wulkan.
u Ajolka - dziś pisanym się u mnie nie pożywisz. Ale poniżej historia jakby specjalnie dla Ciebie.
====================
 Robiłam dziś sernik na zimno.Zawsze robię z kilku warstw, najczęściej czterech. Kilka lat temu kupiłam nową tortownicę, ładną, teflonową, z bajerami.Dużą tortownicę. Do dziś jest nowa... Wylałam na blachę warstwę białą i kakaową. I do lodówki. Przy lodówce musiałam oswobodzić jedną rękę do otwarcia drzwiczek..I zaraz drzwiczki zamknęłam.Jedną ręką wydusiłam denko z tortownicy i całość bez blachy znalazła się na podłodze... Znienawidziłam tę tortownicę. Dziś po raz drugi jej użyłam. Uważając niesłychanie. Sernik jest w lodówce.

niedziela, 8 sierpnia 2010

Kaczki wysokogórskie...?


Czarny Staw  jest położony w Tatrach na wysokości ponad 1600 m npm. I w tym stawie, w ostatnim tygodniu lipca pływają sobie takie oto malusie kaczuszki. Zastanawiałam się ,pierwszy raz oglądając zdjęcia, czy te maluchy urosną do zimy.A dziś myślę o tym,  czy w ogóle przeżyją .Szkoda zwierzątek.A to co dzieje się z ludźmi? Tu koło mnie jest jeszcze zielono,względnie miło.Tylko leje deszcz.Leje od rana...
To właśnie chciałam napisać - że wokół mnie jest zielono i miło.A teraz już nie jestem taka pewna tego, czy jest miło, bo doniesienia tv są bardzo przygnębiające...
                             ========================================
Jutro powinnam skończyć "rozbieloną zieloną"Oczywiście nici są wyliczone niemal co do metra i może być nieprzyjemna niespodzianka...
                             ========================================

Błędnie w poprzednim poście podałam skład włóczki od Małgosi : jest to alpaka z jedwabiem. Juz poprawiłam, ale wyjaśniam na wszelki wypadek."Główkuję", co ma byc z tej cudnej włóczki. Na razie jest pomysł na wdzianko-kamizelkę robione od góry, mocno ażurowe i z mini rękawkiem na rozmiar 42-44 ( w biuście ok.48-50 cm)Na banderoli jest sugestia, by robić na drutach nr 6.Wprawdzie robię raczej luźno, ale nie wydaje mi się właściwe użycie cieńszych drutów.Już bym się brała za rozliczanie, za próbki, ale jest do zrobienia z PEONII bladoniebiejskiej ażurowe coś z rękawkiem (chyba) 3/4; i jeszcze jest SONATA szarogołąbkowa, i niby też ma pierwszeństwo przed - jak by nie patrzeć - grubszą włóczką od Małgosi...
                               =======================================

Janeczko - przeżywam kilogramową huśtawkę. Waga waha się, waha, waha - łup! w dół.I od nowa.Nie wiem jak długo wytrzymam w takim terrorze!!!:))) W końcu tegoroczne lato mam pod znakiem wyjątkowo dużej ilości spotkań rodzinnych.Ciągle coś się dzieje!
A Twoje niepoddawanie się to jest właśnie ta siła, której mnie ostatnio brakuje.
Basiu - kłótnia o listonosza jakoś nam obu nie przystoi.Weź sobie  obydwu. Mogę mieć tylko kuriera na własność... A Ty masz teraz  inne zmartwienie. Na wszelki wypadek zagraj w jakąś poważną grę liczbową, niech sprawa się wyjaśni raz na zawsze.Przynajmniej będziesz wiedziała, na czym stoisz (leżysz? - nie daj Boże!) :)))
Aniu - ja na szydełku aby-aby, wzorów czytać nie umiem.Ale moja siostra ciągle coś na szydełku albo wyszywa - więc nich dziewczyna ma ..Odkryła już poleconego przez Ciebie bloga i się cieszy
Trikada, casada, Zula - dziękuję Dziewczyny, za miłe słowa i bezwstydnie proszę o jeszcze.   :)))
Marcia Ouadrado  - Thank you wery much. Miło mi, że do mnie trafiłaś i  obserwujesz mój blog.
Ewuś (eve-jank),  Anno - koniec tego zazdroszczenia i do roboty: - proszę o podpowiedzi, co to ja mam zrobić z alpaki i jedwabiu!
Pimposhka - aż, Małgosiu - sprawdzałam dziś, co to ten Twój nick znaczy, ale nie odkryłam.Może byłam za mało uważna na początku Twego blogowania...Przepraszam za pomyłkę - jakże istotną - co do składu włóczki.
============Powyższe pisałam w sobotę.
                           Ale już jest niedziela .==========================
Szanaja - udało Ci się, jak zauważyłam i teraz Ty również obserwujesz mego bloga. Lubię muzykę country.ale słucham jej dziś już tylko przypadkowo.Kiedyś miałam duży zbiór taśm magnetofonowych z muzyką country i muzyką żydowską..Woziłam to w samochodzie, który został okradziony. Nigdy nie odbudowałam tego zbioru.Zmieniły się "nośniki", nawet nie wiem, jak to grające się dziś nazywa, nie nadążam.I tak zostało.No i nie ma mego ulubionego sklepu muzycznego...
Solaris i Anabell  -jestem ewidentnie podłamana bieżącą powodzią.Niedawno był zalany Pisz.Teraz Szczecinek i Bogatynia.I w tylu innych miejscowościach obraz nędzy i rozpaczy!.Wszystko to jest bardzo przygnębiające. A politycy "rwą koszule" przeciwko komuś...Trzeba następnego, potężnego nieszczęścia, by znów była jedność.
================================================================
 A teraz będę eksperymentować ze wstawianiem zdjęć  bluzeczki z rozbielonej zieleni. 
Udało mi się wstawić 3 zdjęcia. Bluzeczka jest prawie skończona.Jeszcze tylko rękawki.Zobaczcie jak mało włóczki mi zostało.Czy wystarczy? Jutro nie będzie mi komu dokupić - w razie jakby co... 
Oczywiście skończenie tej bluzeczki jest pierwszoplanowe. Potem biegusiem do bardzo jasnoniebieskiej  z anilanki, dalej powrót do SONATY o szarogołąbkowym kolorze  i wreszcie zieleń od Małgosi.Taki jest plan.Co nie znaczy, że musi być wykonany.Plany są po to by mieć co zmieniać.
W najbliższy czwartek będę witać gości z białostockiego, a wkrótce potem krakowiaków.Bardzo się cieszę na te spotkania, a jednocześnie martwię o te wszystkie samochodowe podróże, bo i same drogi byle jakie i aura taka szalona.
Pisanie pogrubionymi literami nie było w moim zamyśle. Ale już nic nie będę zmieniać. Uprzedzam jedynie, że przez tydzień albo i dłużej mogę być mało widoczna na blogu. 
Od czego to zależy, że jedna zdjęcia na moim blogu dają się powiększać, a inne nie ?
 Posted by Picasa