Obserwatorzy

sobota, 13 sierpnia 2011

Czarny KOTEK - dosłownie i jako włóczka.

   A po mojej stronie nieba tylko  chmury i tylko wiatr, który je gna.
   Może jeszcze odrobina ciepłych wspomnień o minionych dniach.
   Może jeszcze jakieś nostalgiczne spojrzenie wstecz
   Jakiś letni drobiazg, pamiątkowa rzecz,
   Jakiś zapomniany uśmiech albo śpiew
   I już nic więcej,
   Już puste ręce...

 Może nie takie do końca puste...Mam przecież druty - ciągle rozgrzane do białości. Ale nie bardzo mi się chce uśmiechać. Pewnie to brak słońca. Stivi ma następny sweter, trzeci. Ale skoro pierwszy jest kompletnie zniszczony... No cóż? Mąż poszedł sam do sklepu i przyniósł następną czarną włóczkę na sweter dla niego. Dalej jest to KOTEK.I już zaczęłam następny czarny - teraz ze ściągaczem na dole - zgodnie z życzeniem syna. Zdjęcia tego skończonego będą w późniejszym terminie:)

Skoro mowa o czarnym Kotku włóczce, to może jeszcze rzut oka na czarnego kota z Islandii.




wtorek, 9 sierpnia 2011

Jeszcze lato! Jeszcze nadzieja na słońce - w nas!

Narzekało się na upały? I po co, skoro już tak się tęskni za słoneczkiem?
Okazuje się, że sweterków nigdy dość!
U mnie powstaje następny czarny dla syna. 
Kadłubek już gotowy, zaczęte są rękawy, choć na zdjęciu tego nie widać.


Jest nie tylko gotowy, ale zszyty i z przyszytą stójką. Teraz tylko rękawy...
Sweter robiony jest ręcznie na drutach - jakby ktoś nie wiedział. 

 A poniżej fotorelacja z odwiedzin Gościa Specjalnego - Grażka 1500

To teraz popatrzcie sobie na kołdereczkę za jeden uśmiech:





 Ta sama kołderka z tyłu...


 I jeszcze trzy jasieczki:




Ponadto nietypowe moje zdjęcie - dla śmiechu...


Powtóreczka - samego oręża:))))


W zasadzie niekoniecznie musiało być do śmiechu!
Serdeczności dla wszystkich odwiedzających mego bloga!

środa, 3 sierpnia 2011

LATO Z HUMORAMI! LATO!!!!!

O, wczoraj miałam przez cały dzień komputer do swojej dyspozycji. Usiłowałam opanować zdjęcia i znaczniki na fb, ale się nie udało. Dziś wstawiłam zdjęcie i wiersz a fb wybrał za mnie ludzi do oznaczenia. Co robię źle? Chętnie poczytam, co mi ktoś w tej materii doradzi.
   Ponadto piorę i gotuję. I jeszcze coś tam wekuję, pakuję do zamrażarki - lato! Normalka!
Mam na fotce dwie góry placków ziemniaczanych, które smażyłam z 3. litrów ciasta. Taką ilość smażę zawsze na dwóch patelniach jednocześnie.




A tu oba zdjęcia pokazują Islandię.

Na dole są fiordy.



Ponadto uparcie pracuję nad drugim swetrem czarnym dla syna. Prawie jestem pod pachami, bo - uwaga - ten ma być 5 cm dłuższy. Co mi tam. Włóczkę mam . I do roboty chętnam też

Poniżej droga na mego drugiego bloga - jeśli ktoś ma dużo czasu i odpowiedni nastrój:)))

.http://czas-i-ja.blogspot.com


 Słońce dziś u mnie było przez cały dzień. Aż- nie -do -wiary!!!!
Pozdrawiam stałe i wierne i te przypadkowe i wszystkie moje Czytelniczki! Podziwiam (po cichu) Waszą cierpliwość dla mnie! Kocham Was!!!!!

czwartek, 28 lipca 2011

Czarny sweter dla syna

Właśnie już od tygodnia jest ukończony a nie pokazałam go Wam jeszcze. Tymczasem już następny jest zaawansowany. Zatem zdjęcia tego zrobionego. Czerń - jak to czerń, wredna do sfotografowania. Wszystkie zdjęcia rozjaśniłam bardzo, aby było widać wzór geometryczny.Inny jest na korpusie a inny na rękawach.




 Ręczna robota na drutach.







Oglądając zdjęcia ma się wrażenie, że góra jest nazbyt szeroka, jakby "bufiata". Ale to tylko złudzenie. Choć syn a tak mało w domu, że jeszcze nie przymierzył, ale widziałam na moim ślubnym osobistym. I jest OK.

Dla wszystkich osób, które mają już kłopoty z oczami - polecam robienie latem z czarnej włóczki.Jest długo dobre światło dzienne i można "machnąć" całkiem spory kawałek za jednym przysiadem.

Kto może - niech mi wybaczy, że prawie nie pisze komentarzy. Obiecuję, że to się zmieni, choć nie wiem kiedy. Może do końca wakacji prawie mnie nie będzie u Was. Mam tak minimalny dostęp do komputera, że ciągle muszę wybierać, co pilniejsze. I serce mnie boli, bo dostałam prawie 250 zdjęć z Niemiec, a nie ma kiedy ich obejrzeć nawet! A co dopiero pokazać Wam cuda i dziwy okiem aparatu! I zaległe zdjęcia z Islandii tez czekają... Pewnie trzeba będzie zimą po kilka sztuk - dla wspomnienia lata...


Ciepluśko i serdecznie pozdrawiam i buziaki rozdzielam całkiem nieskąpo.

poniedziałek, 25 lipca 2011

Anny, Hanny - Anusie i Hanki - dla Was z okacji imienin



z serdecznymi życzeniami doświadczenia pięknej miłości i głębokiej przyjaźni. 
Wszystkiego dobrego Kochane Solenizantki!

środa, 20 lipca 2011

No to koniec!


Nie mogę ich przestać lubić. Wy też? 

Zainteresowanych informuję, że właśnie ukończyłam 
część I opowieści obyczajowej pt.
"Na końcu Kasztanowej Drogi".
Można ją sobie poczytać 

A ponadto robię na drutach korzystając ze słońca, bo materia jest strasznie czarna - włóczka - znaczy się.
Pewnie przez tydzień będę wędrować po Waszych blogach Zaległości mam ogromne! Wręcz niebotyczne!
A ponadto nic się u mnie nie dzieje.
I jeszcze zdjęć dużo mam, ale nie obrobionych, cudnych takich!
Zdradzę - fordy islandzkie.
Pokażę Wam kilka przy okazji innej melodii. 
Zawsze można chwilę posłuchać czytając posta.
Buziaki dla wszystkich, co tu zaglądają - a co, nie będę skąpa!

niedziela, 17 lipca 2011

Dwa tygodnie lipca - minęly...:(((

 Tak ostatnio u mnie wspomnieniowo.

"Wesoła myśl
Swobodna dłoń"
to strój to życie górala!"


Dawno mnie nie było...Dawno, dawno.
Wakacje dostałam niespodziewanie, druty do mnie wróciły,
pokazywałam na FB moją ostatnią robótkę - czarną jak skrzydła kruka.
Syn będzie miał nowy sweter. 
================
Ze spraw zaległych - jak z kronikarskiego obowiązku melduję, że odwiedziła mnie Ania Śmi,
znana niektórym z FB. Nie mam zdjęć. Żałuję. A było co pokazywać, bo przyjechała z dwoma facetami - mężem i synem. Sama filigranowa i drobniusieńka, a mężczyźni z zawrotnym poczuciem humoru! Trzask - prask i była godzina druga w nocy!
Zatem jeszcze piłyśmy kawę drugiego dnia -
- ale prawda jest taka, że zostałyśmy zdominowane przez czterech chłopów - ot, co!
 A poniżej upominki przywiezione przez Anię. Było jeszcze szkło, ale tego już nie pokażę.



Ten maleńki motylek niesamowicie mnie urzekł.
Jeszcze nie mam pojecie, co z nim zrobię, ale musi to być jakieś znaczące "coś".
 ==============================

Potem były przygotowania do imprezki. Goście rewelacyjnie dopisali. 
Miałam nawet Kogoś ważnego z Walii!
Poniżej dwa ciasta przed ostatecznym wykończeniem.



Było także mięsko.






Zakwitły dla mnie wszystkie amarylisy!




Dostałam także obraz. Ten w jasnych ramach.


Pozdrawiam Was bardzo serdecznie! 
Dziękuję za przesympatyczne komentarze. 

Wracam do żywych!